Power suit to garnitur w prążek. Kojarzony z biznesmenami, a przede wszystkim bankierami. To właśnie dzięki wilkom z Wall Street zyskał takie określenie i stał się zaraz obok złotego zegarka, białej koszuli winchester, czy kontrastowych szelek synonimem rekinów biznesu, ludzi sukcesu. Dzisiaj po raz drugi mam okazję zaprezentować power suit na blogu. Wcześniej to miało miejsce przy okazji sesji zdjęciowej na indonezyjskiej wyspie Bali. Wówczas zdeformalizowałem go naprawdę najmocniej jak się dało, łącząc z lnianą koszulą, loafersami i zakładając pleciony pasek. Tym razem możecie ocenić go w zdecydowanie bardziej formalnej odsłonie. Jak wyszło?

Power suit- garnitur w prążek szybko stał się ulubionym modelem bankierów, w swoim czasie z zamiłowania do power suit słynęli również członkowie sycylijskiej mafii. Nie ma więc się co dziwić, że tak bardzo kojarzony jest z ludźmi posiadającymi władzę i pieniądze (co niestety w dzisiejszym świecie idzie niemal zawsze w parze). I choć aktualnie mafia sycylijska lata świetności ma już za sobą, podobnie jak maklerzy, których na stanowiskach w zatrważającym tempie zastępują komputery, tak atrybuty ich władzy dalej uznawane są za klasyki męskiej elegancji, które zawsze będą ciekawym wyborem. Szczególnie w sytuacjach, w których chcemy na siebie zwrócić uwagę, wyróżnić się z tłumu, jak i mamy po prostu dość wszelkiego rodzaju krat, a tym bardziej gładkich i nudnych tkanin garniturowych.

I choć poprzez ostatnie lata garnitury w prążek zostały wyparte właśnie przez różnego rodzaju kraty, czy to windowpane, czy księcia Walii, tak już śmiało można napisać power suity wróciły na dobre, a moda po raz kolejny zatoczyła koło. I choć zawsze powtarzam, że w klasycznej męskiej elegancji wspaniałe jest to, że nie ulega ona modzie, tak jak i wszędzie trendy zmieniają się rok do roku i choć nigdy założenie garnituru w prążek błędem, czy obciachem by nie było, tak mimo to przez ostatnie lata mało kto je świadomie nosił, wybierając jak już wspomniałem kraty, delikatne mikrowzory, czy gładkie tkaniny.

Garnitur Tombolini

Choć wygląda i ciągle jest klasycznym powersuitem ma w sobie kilka elementów, których nie znajdziemy w prawdziwych garniturach maklerów sprzed dekad. Czym więc się różni? Pierwsza rzecz to naturalna linia ramion. Włosi rzadko kiedy (całe szczęście!) dają wypełnienia w marynarkach. Przez to garnitury leżą świetnie, są lekkie, a sylwetka ciągle ma swoje naturalne kształty. Nie robi się kanciasta, kwadratowa, a garnitur przestaje być swojego rodzaju zbroją, a staje się drugą skórą. Gdy jeszcze brak wypełnień połączymy z brakiem podszewki- (możecie uwierzyć lub nie, ale ten model jej nie posiada) otrzymujemy garnitur idealny, nie tylko na lato- jak już wspominałem w tym wpisie (i tak go przedstawiałem), ale również jesienią, czy zimą, gdy zawsze na nim mamy płaszcz. Dla mnie podszewka to po prostu zbędna warstwa materiału, która powoduje nic innego jak nadmierne pocenie, nawet w smokingu jej nie miałem, czy w grubszych marynarkach kaszmirowych jak ta z tego wpisu. Garnitur szyty na miarę.

 

 

Zegarek Omega Seamaster Aqua Terra 150 M Co-Axial Chronograph

Jedna z moich ulubionych Omeg. Obok tego modelu nie można przejść obojętnie. Piękne różowe złoto idealnie połączone ze stalą. Świetny mechanizm 3313 Co-Axial z chronografem, datownikiem i sekundą na małej tarczy. Do tego przeszklony dekiel i pasek ze skóry aligatora w kolorze ciemnobrązowym. Koperta też do najmniejszych nie należy, choć bardzo się obawiałem, czy na mój dość mały nadgarstek (na co dzień noszę Omegę Globemaster 39mm) nie będzie za duży. Po chwili bardziej przeszkadzała mi jego wysokość co powodowało przy węższym mankiecie problem ze schowaniem się pod, niż wielkość sama w sobie.

Krawat Hermes

Seven foldy seven foldami. Dla mnie niekwestionowanym liderem w produkcji krawatów jest kultowa, francuska marka Hermes. Ktoś, kto ich na co dzień używa z pewnością podzieli moje zdanie. Mam kilkaset krawatów, wielu różnych renomowanych firm i choć wiele z nich szytych jest ręcznie z pięknymi rolowaniami na brzegach, składane są siedmiokrotnie z jednego kawałka materiału, tak naprawdę tracą niemal wszystkie argumenty zestawiając je obok krawatów Hermes stworzonych ze specjalnie selekcjonowanego jedwabiu tylko na potrzeby tej marki. To swojego rodzaju dzieła sztuki. Jednak to temat na osobny wpis. I obiecuję, że zostanie również poruszony przy okazji vloga, z którym ruszyłem kilka dni temu. Zapraszam do subskrybowania kanału, a pod tym adresem znajdziecie ostatnie video. Niestety ten krawat nie jest już dostępny w sprzedaży.

Skarpety Szarmant

Moje ostatnie odkrycie. Wydawałoby się banał, jednak zawsze miałem problem ze znalezieniem wysokiej jakości, klasycznych męskich skarpet. Nie jestem specjalnie fanem skarpet we wzór- zdecydowanie wolę wyróżnić je kolorem i fakturą. Jest to rozwiązanie równie ciekawe, a zdecydowanie bardziej klasyczne. I myślę, że za kilka lat patrząc na takie zdjęcia nie będę się zastanawiał „cholera jak mogłem je założyć”. Taki model skarpet po prostu zawsze był, i będzie w modzie. Dostępne tutaj.

Buty Loake

Najnowszy nabytek. Pochodzą z limiowanej kolekcji, o której miałem przyjemność pisać już więcej przy okazji wpisu o wysokiej jakości butach. Te brogues brytyjskiej marki Loake mogą Wam bardzo przypominać kultowe Strandy, które do tej pory były moimi ulubionymi sznurowanymi butami (możecie je kojarzyć z sesji z Maserati GT). Teraz dzięki wspaniałym detalom, a przede wszystkim sznurówkom straciły tę pozycję na rzecz swojego brata bliźniaka model Trinity z kolekcji Export Grade. Polecam zerknąć do tego wpisu i zwrócić uwagę na wykończenie butów. Robi wrażenie, prawda? Dostępne w warszawskim sklepie Loake przy ul. Chmielnej 30.

Jak Wam się podoba takie spojrzenie na power suit?

fot. Wojciech Nowak
Wpis zawiera lokowanie produktu.
Zobacz także: